Siłaczki

Dla Małgosi Maciejewskiej

 

Nie kojarzą się z wyjątkową pracowitością, być może dlatego, że nie popadły w niewolę człowieka, ale wiadomo, że dopiero w pełni lata królowe trzmieli mogą odpocząć, ponieważ ich obowiązki przejmuje młode pokolenie. Tak kończy się etap samotnej odpowiedzialności trzmielowych matek za przedłużenie gatunku. Zimę przeżyły w stanie hibernacji ukryte w jakieś porzuconej przez mysz norce, a potem kiedy pierwsze wiosenne promienie słońca ogrzały ziemię do około 10 stopni obudziły się, aby wieść żywot wyrobnicy raczej, niż królowej. Pojawiały się więc wśród pierwszych kwitnących roślin: wierzb, ziarnopłonów i jasnot, aby intensywnie odżywiać się pyłkiem, aby nabrać sił rozrodczych, a także żeby produkować  wosk. Wosk, który posłużył do zbudowania garnuszka na nektar i pierwszej komórki tzw. kolebki, do której należało złożyć pierwsze i kolejne jaja. Kiedy wylęgły się larwy zapracowana królowa otwierała komory, aby sprawdzić czy larwom nie brakuje pokarmu, uzupełniała niedobory. Praca, praca, jeszcze raz praca. Ale któż powie pracowita jak trzmiel… Wszystkie splendory dla pszczoły.

Kiedy z kokonów wyszły pierwsze dzieci i pomocnice zarazem, okazały się  jakieś małe w rozmiarach S czyli 1/3 wielkości matki. Ale dzielnie wzięły się do pracy: budowały i przynosiły pokarm. Matka też pracowała w dalszym ciągu bez wytchnienia… Każdy kolejny wylęg to były coraz większe trzmielówny.

I wreszcie przychodzi moment , kiedy matka przestaje zajmować się karmieniem powierzając je młodym, a sama oddaje się składaniu jaj, których produkuje coraz więcej.

Pod koniec lata pojawią się trutnie i przyjdzie czas na lot godowy nowego pokolenia. I tu przysłowiowy truteń nijak się ma do trzmielowego. Zapasy miodu w trzmielowej rodzinie przeznaczone są tylko dla dzieci, opiekunki dzielnie bronią dostępu do zapasów, stąd też trutnie same muszą zatroszczyć się o swoje wyżywienie szukając go wszędzie, tylko nie w gnieździe. I tu tkwi początek wyjaśnienia zagadki dlaczego nie każdy trzmiel żądli.  Żądło bowiem jako przekształcone pokładełko służące do składania jaj jest atrybutem macierzyństwa i przynależne samicom nie występuje u trutni. Możemy więc założyć, że połowa spotkanych w sierpniu trzmieli to poczciwe bezbronne trutnie. Dajmy im spokój niezależnie od płci, bo choć występujące w Polsce wszystkie gatunki są pod ochroną, to i tak za sprawą ludzkiej zachłanności, bezmyślności i głupoty owady te jakże pożyteczne nie mają łatwego życia, a większość gatunków jest zagrożonych wyginięciem.

A może poczytasz więcej?

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial